Wróblewski Andrzej

- Piąta rano, wokół cisza, ptaszki śpiewają, a ja wypływam łódką na Poraj. Bajka! – opowiada hutnik Andrzej Wróblewski. Operator walcarki od ponad 30 lat jest zapalonym wędkarzem.

Pierwszą, bambusową wędkę dostał od wuja w 1976 r. Był już wówczas pracownikiem huty. Od początku lat 90. należy do hutniczego koła wędkarskiego „Okoń”. Obecnie jest wiceprezesem. - W wędkarstwie najpiękniejsze są: walka z rybą, spokój i cisza jaką można spotkać nad wodą i, oczywiście, smak ryby, którą się złowi – mówi Andrzej Wróblewski. Przyznaje jednak, że choć uwielbia jeść ryby, to sam ich nie przyrządza.

Najbardziej lubi łowić na zbiorniku w Poraju, gdzie ma własną łódkę. Pracuje w Walcowni Blach Grubych w systemie czterobrygadowym, więc zdarza się, że skoro świt wyrusza na ryby, a prosto po „łowach” jedzie do pracy. – Dla mnie wędkarstwo to przyjemność sama w sobie. Nie muszę niczego złapać, a i tak jestem zadowolony, że byłem nad wodą – opowiada. - Dla mnie prawdziwy sezon zaczyna się 1 czerwca, kiedy można wypłynąć i spinningować z łódki.

Andrzejowi Wróblewskiemu najwięcej satysfakcji daje właśnie wędkarstwo spinningowe, kiedy ciągnie się przynętę w wodzie, a nie siedzi, patrzy na spławik i czeka aż ryba weźmie. Na spinning łowi się drapieżniki – szczupaki i sandacze. Andrzej Wróblewski chwali się, że w Poraju złapał kiedyś sandacza o wadze 4,5 kg. – Wędkarze zawsze mówią o swoich rekordach – śmieje się. – Jak jedziemy gdzieś z kolegami, to nie ma innych tematów niż ryby.

Trzy lata temu pierwszy raz dał się namówić na wędkarstwo morskie. Popłynął razem kutrem z Kołobrzegu i od razu złowił rekordową rybę – 14,5-kilogramowego dorsza. – Nawet szyper z kutra był zaskoczony. Widywał takie dorsze, ale w sieci, a nie wyciągnięte wędką – opowiada. Do łowienia w morzu potrzebny jest solidniejszy sprzęt, bo ryby są większe, silniejsze i żyją na większych głębokościach. Początkującemu wędkarzowi na sprzęt wystarczy 300 zł, ale profesjonaliści mają wędki i kołowrotki nawet za kilka tysięcy.

Nie tylko łowi ryby, ale też aktywnie działa w Polskim Związku Wędkarskim. Koło „Okoń”, funkcjonujace przy ISD Huta Częstochowa, składa się w 80 procentach z obecnych i byłych pracowników zakładu. – Jesteśmy bardzo wdzięczni kierownictwo ISD oraz związkom zawodowym, że doceniają naszą działalność i pomagają nam – mówi Andrzej Wróblewski. Cieszy go też, że wśród wędkarzy jest coraz więcej młodych ludzi. – W porównaniu z czasami kiedy ja zaczynałem, wędkarzy znacznie przybyło, łatwiej też o dobry sprzęt.

Ale działalność w kole to nie tylko wędkowanie, organizowanie zawodów i wycieczek nad Odrę. „Okoń” opiekuje się także zbiornikiem Michalina – dba o czystość, zarybia, a Andrzej Wróblewski opisuje te działania w biuletynie „Wieści okoniowe”. Był też współzałożycielem, a obecnie jest skarbnikiem Międzyzakładowego Związku Zawodowego Pracowników Ruchu Ciągłego.

-Wszystkich zachęcam do wędkarstwa, bo to wspaniały sposób spędzenia wolnego czasu, a jak się poczuje, że ryba wzięła przynętę pojawiają się prawdziwie wielkie emocje – przekonuje.

JN

Produkty

z

ISD Huta Częstochowa

Budynki hutnicze

ISD Huta Częstochowa Sp. z o.o. (ISD HCZ) kontynuuje ponad 100-letnie tradycje hutnicze w Częstochowie, jest największym i najnowocześniejszym krajowym producentem blach grubych. Produkuje ok. 70% blach grubych wytwarzanych w Polsce i ma ponad 35% udziału w całości krajowego zużycia. ISD HCZ jest także uznanym producentem w tej branży w Europie (ok. 5% produkcji). Huta produkuje ponadto konstrukcje stalowe i prefabrykaty z blach grubych, a także półwyroby (wlewki stalowe).

Firma wdrożyła i certyfikowała System Zarządzania Jakością zgodny z normą ISO 9001:2008 w obszarze produkcji wlewków ciągłych, blach grubych oraz elementów prefabrykowanych z blach i konstrukcji stalowych. Certyfikacja Systemu została dokonana przez BVC.